Białoruskie "szwadrony śmierci". Łukaszenko milczy

Białoruskie "szwadrony śmierci". Łukaszenko milczy

Minęło już dobrych kilka dni od pojawienia się na stronach portalu Deutsche Welle wywiadu z funkcjonariuszem białoruskich "szwadronów śmierci", Jurijem Garawskim, a - jak zauważają media - białoruski Komitet Śledczy i Prokuratura Generalna milczą, jakby nic się nie wydarzyło.

Przypomnijmy, że były funkcjonariusz białoruskiego SOBR (Specjalnego Oddziału Szybkiego Reagowania), Jurij Garawski, zwrócił się do rosyjskojęzycznej redakcji Deutsche Welle (DW) i poinformował, że jest jednym z tych, którzy 20 lat temu porwali i zastrzelili białoruskich opozycjonistów

Zdaniem komentatorów, urzędnicy państwowi czekają na komentarz prezydenta Białorusi, Aleksandra Łukaszenki, bojąc się jako pierwsi odnieść do wypowiedzi Garawskiego, zwłaszcza, ze z kontekstu ostatnich jego wypowiedzi wynika, że w taki, czy inny sposób, Łukaszenko musiał wiedzieć o działalności SOBR przeciwko opozycji.

Wszyscy czekają na reakcję władz

Kodeks postępowania karnego mówi, że wszelkie doniesienia o przestępstwie są podstawą do wszczęcia postępowania karnego - przypomniał na stronach portalu " Belaruspartisan" Oleg Wołczek, białoruski działacz na rzecz praw człowieka. Jego zdaniem, "było wiele różnych poszlak i dowodów, ale po raz pierwszy pojawił się mężczyzna, który powiedział o tych przestępstwach"

Dziwi mnie również fakt, że nie zorganizowano konferencji prasowej, nie ma reakcji ze strony Komitetu Śledczego i Prokuratury Generalnej - dodał Wołczek.

Jego zdaniem, "wszyscy czekają na reakcję białoruskich władz. I taka długa cisza jest ciosem dla wizerunku kraju. Wiem, że w niektórych krajach parlamentarzyści już dyskutują na ten temat. Nawiasem mówiąc, posłowie białoruscy również milczą - powiedział - Najwyraźniej wszyscy czekają na wystąpienie Aleksandra Łukaszenki. I wtedy zarówno prokuratorzy, jak i posłowie przekażą (rzekomo) swoje opinie.

Pawliczenko zaprzecza

Jak poinformowały media, były dowódca Specjalnego Oddziału Szybkiego Reagowania MSW (SOBR) stwierdził, że Garawski nigdy nie służył w SOBR, a jego wyznanie to “kompletne kłamstwo”.

Według byłego dowódcy SOBR, Garawski chce na swoim wyznaniu winy zarobić.

Garawski stwierdził w swojej najnowszej wypowiedzi dla Deutsche Welle, że nie wie, dlaczego Pawliczenko zaprzecza jego wersji zdarzeń.

Mogę powiedzieć jedno. Zacząłem pełnić służbę wojskową w jednostce wojskowej 3214, w trzeciej kompanii pierwszego batalionu. W tym czasie to właśnie Pawliczenko dowodził pierwszą kompanią w batalionie - stwierdził Garawski.

Tymczasem białoruski polityk, Anatolij Lebiedko, przekazał przewodniczącemu komisji śledczej Iwanowi Noskiewiczowi i prokuratorowi generalnemu Białorusi, Aleksandrowi Koniukowi, wniosek o ponowne wszczęcie śledztwa w sprawie zaginięcia Jurija Zacharenki, Wiktora Gonczara, Anatolija Krasouskiego i Dmitrija Zawadzkiego.

Odmawiając otwarcia spraw zaginionych polityków dla międzynarodowych śledczych, Łukaszenko wykopie polityczny grób - stwierdził Lebiedko.

"Garawskiemu nie należy ufać"

W wersję Garawskiego nie wierzy były śledczy białoruskiej prokuratury Dmitry Pietruszkiewicz (obecnie na emigracji w USA). Według Pietruszkiewicza, „zabójstwa miały miejsce, ale Garawskiemu nie należy ufać”.

Większość informacji, które przekazuje w wywiadzie dla Deutsche Welle, mógł znać z dostępnych źródeł, w tym z informacji publicznej i materiałów śledztwa – uważa Pietruszkiewicz.

Jak poinformował portal Nasza Niwa, zdaniem Pietruszkiewicza, już od momentu wszczęcia śledztwa publicznie znane były informacje o bazie w Biehomli (gdzie miały być zakopane zwłoki dwóch zamordowanych), a także miński Cmentarz Północny (jako miejsce kremacji trzeciej ofiary, Juryja Zacharenki).

Kompilacja różnych informacji?

Pietruszkiewicza stwierdził także, że "rewelacje Garawskiego, to kompilacja różnych informacji, pojawiających się w ciągu ostatnich dwudziestu lat, które minęły od niewyjaśnionych zaginięć oponentów Alaksandra Łukaszenki".

Były śledczy uznał też, że jest wątpliwe, by do „takich zadań” wyznaczono młodego i niedoświadczonego funkcjonariusza, jakim wówczas był Garawski. Jednakże Pietruszkiewicz zauwazył, że - tak, czy inaczej - że informacje przekazane DW powinny stać się "podstawą do wznowienia śledztwa".

Portal Nasza Niwa przypomniał także, że Pietruszkiewicz oraz i inny śledczy prokuratury Aleh Słuczak, jako pierwsi w 2001 r. poinformowali o tzw. szwadronach śmierci, które miały zajmować się likwidacją przestępców, a także oponentów politycznych prezydenta. Obaj musieli uciekać z kraju.

Opracowanie: R. Jórczak

powrót do początku

Parlament Europejski

Grupy parlamentarne

Komisja Europejska

Rada Europejska

Europosłowie