Czy Unia Europejska zamierza opuścić polskie społeczeństwo obywatelskie?

Czy Unia Europejska zamierza opuścić polskie społeczeństwo obywatelskie?

W Brukseli od szczytu UE rozpoczyna się maraton negocjacyjny, dotyczący nowego budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027 oraz specjalnego funduszu, który ma ożywić gospodarkę po pandemii. Parlament i Komisja Europejska jasno dawały do zrozumienia, że będą ograniczały dostęp do środków europejskich tym krajom członkowskim, które mają problemy z przestrzeganiem wartości unijnych. Jeśli to rozwiązanie zostanie porzucone za cenę spełnienia ambicji Niemiec, aby jak najszybciej uruchomić środki unijne, bo gospodarki umęczone pandemią ich potrzebują, to znaczna część społeczeństwa obywatelskiego i w Polsce i na Węgrzech może to potraktować jako zdradę unijnych ideałów.

Tym, którzy zapominają, przypominamy, że w Traktacie o Unii Europejskiej jest art. 2, który brzmi: Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn.

Unia Europejska dysponuje mechanizmem reakcji na wypadek, gdy zostanie stwierdzone "poważne i trwałe" naruszanie art. 2. Tym mechanizmem jest procedura opisana w art. 7. Uruchomiono go przeciwko Polsce już 20 grudnia 2017 roku. W uzasadnieniu Komisja Europejska powołała się na łamanie przez nasz kraj zasady praworządności w związku z przeprowadzaną przez rząd PiS tzw. reformą sądownictwa. Polska otrzymała szereg zaleceń w sprawie przywrócenia zasad państwa prawa: zaprzestanie stosowania obniżonego wieku emerytalnego dla sędziów, zniesienie swobody decyzyjnej prezydenta odnośnie do przedłużania kadencji sędziów Sądu Najwyższego, wyeliminowanie swobody decyzyjnej ministra sprawiedliwości do przedłużania kadencji sędziów oraz wyznaczania i odwoływania prezesów sądów, przywrócenia niezależności i legitymacji Trybunału Konstytucyjnego.

I co? I nic. Rząd PiS całkowicie ignoruje europejski system prawny i nie ma zamiaru stosować się do jakichkolwiek zaleceń. Uznaje bowiem, że instytucje unijne nie mają prawa ingerować w obszar praworządności państwa członkowskiego. Zapomina przy tym, że takie prawo nadaje kilku organom unijnym, a także samym państwom członkowskim właśnie art. 7 Traktatu UE.

Wczoraj zdecydowaną większości głosów swoją rezolucję w sprawie Polski przyjęła Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE) PE. Nad stanowiskiem komisji we wrześniu pochyli się na plenarnym posiedzeniu Parlament Europejski. Juan Fernando López Aguilar, szef komisji LIBE, powiedział, że to czego byliśmy świadkami w Polsce, to nie tylko przypadki jednorazowe, ale szereg różnych działań i reform legislacyjnych podejmowanych przez większość PiS, które razem wyraźnie sprowadzają się do poważnego, trwałego i systemowego łamania praworządności. Komisja wzywa państwa członkowskie do zdecydowanych działań w obronie wartości unijnych zapisanych w art. 2 Traktatu UE.

Tymczasem dzisiaj rozpoczynają się negocjacje budżetowe. Każdy kraj Unii chciałby z tortu wartego blisko 2 biliony euro, ukroić dla siebie jak największy kawałek. Reguła "fundusze za praworządność", która miała być środkiem dyscyplinującym wobec autorytarnych zapędów władz w Warszawie i Budapeszcie, dzisiaj na naszych oczach ulega rozmyciu.

Szef Rady Europejskiej Charles Michel w projekcie dokumentów na dzisiejszy szczyt UE, już zaproponował osłabioną wersję reguły „fundusze za praworządność”, w której zawieszanie lub redukowanie wypłat miałoby dotyczyć tylko „wystarczająco bezpośrednich” zagrożeń dla „interesów finansowych Unii” i właściwego wydawania funduszy UE. A wniosek Komisji Europejskiej w tej sprawie musiałby zyskać niełatwą do zebrania większość 15 z 27 krajów Unii obejmujących co najmniej 65 proc. ludności UE. 

Podczas ostatniego posiedzenia ministrów ds. UE przeciw zasadzie „fundusze za praworządność” były, co nie dziwi, Polska i Węgry. Łagodną wersję Michela popierały Czechy, Rumunia, Słowenia, Chorwacja, Hiszpania. Jej zaostrzenia natomiast chce Holandia, Szwecja, Finlandia oraz Belgia.

To prawda, że kiedy w grę wchodzą pieniądze, to bardzo często wartości schodzą na plan dalszy. Ale być może warto, żeby unijni decydenci pamiętali o tym, że społeczeństwo w Polsce, kiedyś już przez sojuszników - mimo werbalnych deklaracji wsparcia - zostało pozostawione samo sobie. I wtedy nie miało żadnych szans na wygranie wojny o wolność. W Brukseli powinni pamiętać, że wówczas agresor po rozprawieniu się z Polską, bardzo szybko zajął się też jej niesłownymi sojusznikami. 

Dzisiaj tym agresorem są nacjonalistyczno-populistyczne formacje, środowiska, które dążą do osłabienia integracji europejskiej, i które podważają sens wartości zapisanych w artykule 2 Traktatu. Zatem zanim Bruksela złoży wartości i idee na ołtarzu chwilowego sukcesu tego czy innego szczytu, to może warto przez chwilę zastanowić się, czym miała być Unia Europejska i z jakiego powodu powstała.

jp

Ostatnio edytowane piątek, 17 lipiec 2020 08:18
Więcej w tym dziale: « Partia na dwa pokoje z kuchnią
powrót do początku

Parlament Europejski

Grupy parlamentarne

Komisja Europejska

Rada Europejska

Europosłowie