Sprawa Zaradkiewicza. O tym, kto w PiS może mieć inną orientację, decyduje prezes

Sprawa Zaradkiewicza. O tym, kto w PiS może mieć inną orientację, decyduje prezes

Fala oburzenia przelewa się przez media społecznościowe po tym, jak "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że pełniący obowiązki pierwszego prezesa Sądu Najwyższego Kamil Zaradkiewicz ma w życiorysie plamy, które mogą czynić go podatnym na naciski i szantaże. Ci, którzy dzisiaj twierdzą, że to homofobiczny atak, jeszcze nie tak dawno nie mieli żadnych skrupułów, kiedy atakowano posłankę Annę Grodzką czy Roberta Biedronia.

Kamil Zaradkiewicz w 2013 r. miał na swoim koncie "incydent piżamowy". 

Z relacji podanej przez prof. Rzeplińskiego wynika, że Zaradkiewicz stawił się pod bramą Trybunału Konstytucyjnego o godz. 4:30, był ubrany w piżamę, a kontakt z nim był utrudniony. Wezwane pogotowie zabrało Zaradkiewicza do Szpitala Czerniakowskiego.

Zaniepokoiła mnie ta sytuacja, chciałem jakoś pomóc. Poprosiłem do siebie prawnika, który przyjaźnił się z panem Zaradkiewiczem, i z tego, co wiem, mieszkali razem. Powiedział mi, że Zaradkiewicz zatruł się grzybami halucynogennymi, o których nie wiedział, że tak zadziałają - dodał Andrzej Rzepliński.

Na Twitterze pojawiają się tymczasem wpisy, że "Wskazanie orientacji seksualnej Kamila Zaradkiewicza przez GW nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem i ujawnianiem "plam w życiorysie".

Łukasz Schreiber, minister w Kancelarii Premiera, twierdzi nawet, że "całe to rozpisywanie się przez media o życiu prywatnym osób publicznych jest po prostu jednym wielkim obrzydlistwem. Atak w ten sposób na Prezesa SN - czyli osobę spoza polityki - to draństwo do kwadratu."

Jak widać w mediach, będzie to obowiązująca narracja obozu PiS w tej sprawie. Narracja obozu, którego członkowie urządzają nagonki na osoby LGBT i tworzą na polskiej prowincji "strefy wolne od LGBT".

Według danych zebranych przez aktywistów LGBT, wszelkie uchwały wymierzone w ich społeczność są przyjmowane dzięki głosom radnych Prawa i Sprawiedliwości. Partia ta jawnie walczy z LGBT, chociaż jej działacze mówią, że chodzi im o "ideologię", a nie ludzi. Z "ideologią" walczy sam prezes PiS Jarosław Kaczyński, który uznał, że zagraża ona Polsce. 

Kiedy w 2015 roku bracia Karnowscy zrobili wiwisekcję kandydującej z ramienia Partii Zieloni w wyborach prezydenckich Annie Grodzkiej, to dla prawicy byli dociekliwymi bohaterami a sam tekst i okładka do obrzydliwych nie należała. Na okładce swojego pisma "Wsieci" sugerowali oni, iż posłanka tylko udaje kobietę w celach politycznych, a prywatnie jest w heteroseksualnym związku z kobietą.

W styczniu tego roku jak zwykle "błyskotliwa" Beata Kempa skrytykowała na konwencji wszelkich przedstawicieli opozycji, w tym kandydata na prezydenta RP, Roberta Biedronia. Oberwało się też posłowi Krzysztofowi Śmiszkowi, prywatnie partnerowi Biedronia. Kempa pytała o to, czy Biedroń „też będzie rozliczał sędziów”, jak obiecał to lider PO, Borys Budka. I rzuciła dygresję, że wraz z „kandydatką na pierwszą damę” atakuje Polskę. 

„O tym, kto w Luftwaffe jest Żydem, decyduję ja” - miał powiedzieć Hermann Göring na wieść o tym, że Gestapo prowadzi śledztwo w sprawie żydowskich korzeni jego zastępcy Erharda Milcha. Politycy obozu władzy i zależne od nich media od lat tworzą w Polsce wrażenie zagrożenia, jakie ma płynąć od każdego, kto jest "inny". "Innych" wyznacza prezes Kaczyński. Można powiedzieć, że to prezes decyduje o tym, kto w PiS może mieć inną orientację seksualną. 

A tak swoją drogą, pierwszym środowiskiem, które zainteresowało się "orientacją seksualną" pana Zaradkiewicza nie był nikt z "Gazety Wyborczej". To było wojujące środowisko PiS i jego reprezentantka posłanka Krystyna Pawłowicz. I to już w 2018 roku wiedziała, kto, gdzie i z kim sypia.

 

Ostatnio edytowane poniedziałek, 04 maj 2020 12:20
powrót do początku

Parlament Europejski

Grupy parlamentarne

Komisja Europejska

Rada Europejska

Europosłowie