Wynalazek Kaczyńskiego: demokracja urn przenośnych

Wynalazek Kaczyńskiego: demokracja urn przenośnych

Niedawno poseł Bielan w telewizji „doradcy” Kurskiego wynosił po niebiosa zasługi premiera Morawieckiego i prezydenta Dudy w walce z wirusem w koronie. Urbi et orbit. Są pionierami. Wzorem dla Europy i świata. Daleko zostawili w tyle innych przywódców; są natchnieniem i nadzieją ludów. Przy nich Chińczycy to neptki, totalitaryści niemający bladego pojęcia, jak „demokratycznie” niszczyć zarazę. Kto przeoczył oracje Bielana, niech się nie martwi. Wkrótce trafi do czytanek dla dzieci i będzie szeroko dostępna.

Prezes Kaczyński przebił uniesienia Bielana „pomysłem Tysiąclecia”, propozycją nowatorskiej formy obchodzenia święta demokracji, jakim są wybory w czasach, kiedy wirus panoszy się, zabija ludzi i gospodarki, a urny stają się naczyniami codziennego użytku dla suwerenów zamkniętych w samo kwarantannach.

Polityk z warszawskiego Żoliborza proponuje rozwiązanie proste i eleganckie: „naszego prezydenta” wybrać trzeba bez względu na wszystko, nawet „po trupach”, jeśli służy to PiS-owi i „dobrej zmianie” Oczywista oczywistość. Wyborcy nie muszą fatygować się do urn; one „przyjdą” do niego, niczym Las Birnam, po Makbeta na zamku Dunsinane. Żeby nie było ryzyka, szczególną troską otoczy się obywateli z grupy wysokiego ryzyka i chorób współistniejących.

Tak oto, na naszych oczach, za sprawą rodaka rodzi się nowa forma demokracji w czasach zarazy – demokracja urn przenośnych.

Do tego niezbędny jest Morawiecki. W jego ręku jest decyzja, czy wejdziemy w fazę demokracji urn przenośnych, czy zwycięży rozum, a wybory prezydenckie nie odbędą się 10 maja br. Jeśli wirus będzie rozprzestrzeniał się dalej, premier będzie musiał ogłosić stan wyjątkowy lub klęski żywiołowej. Konstytucyjne jest to równoznaczne z przełożenie wyborów.

Morawiecki ma coraz mniej ochoty na wybory a la Kaczyński, choćby „po trupach”. Dopuszczenia do nich, Polacy mu nie wybaczą. 70 proc nie ma ochoty igrać z koronawirusem nad urną. Opowiada się za ich przesunięciem. Premier jest jeszcze młody, liczy na dalszą karierę polityczną. Bezwarunkowa wierność Kaczyńskiemu może zaszkodzić tym marzeniom.

Morawieckiego coraz bardziej uwiera kostium uszyty z ”pijarowskiej” tkaniny, który ubrał do walki z koronawirusem. Doradcy obiecywali mu, że do świąt wielkanocnych sytuacja epidemiologiczna zostanie opanowana. Na to się nie zanosi. Premier dobrze to wie. Ma też świadomość, że wraz z przedłużaniem się epidemii coraz bardziej będzie widoczne nieprzygotowanie kraju na jej nadejście (i to mimo styczniowych ostrzeżeń Agencji Wywiadu i doniesień NATO-wskich) oraz prowizorka rządowych działań w trakcie jej trwania. Szumnie ogłoszona tarcza okazuje mikra i dziurawa, upiornie brakuje masek, odzieży ochronnej i sprzętu medycznego; nikt nie wie, dlaczego testy są, lecz ich nie ma, rośnie liczba badających je laboratoriów i wydłuża się czas oczekiwania na wyniki.

Pytań będzie coraz więcej. Przewidując je premier już zaczął schodzić z ich linii, zmniejsza swoja medialną aktywność, nie jest zainteresowany w podtrzymywaniu wrażenia, że jest ojcem sukcesu obrony przed koronawirusem. Kaczyński utrudnił mu kontynuację tego manewru, twardym, publicznie wyrażonym poleceniem: za wszelką cenę wybory muszą odbyć się w terminie.

Gdy wirus, w końcu, padnie opozycja musi stanąć na wysokości zadania i dopiąć tego, by szef rządu pierwszy zdał przed suwerenem rachunek ze swoich działań w czasie zarazy.

Prezydent, jak dotąd, jaśniejący samozadowoleniem też ma szansę na pierwszeństwo. Może być pierwszym, któremu wirus w koronie podstawił nogę w powtórnej drodze do wyśnionego Pałacu lub pierwszym, którego bakcyl do niego wprowadził. Tak czy inaczej, będzie to przykład pierwszego zastosowania politycznej biotechnologii. ( romb)

powrót do początku

Parlament Europejski

Grupy parlamentarne

Komisja Europejska

Rada Europejska

Europosłowie