Kotow: Jedynym inspiratorem białoruskiego zrywu jest białoruska władza

Kotow: Jedynym inspiratorem białoruskiego zrywu jest białoruska władza

Rozmowa z  Anatolem Kotowem, absolwentem Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej, byłym starszym radcą ambasady Białorusi w Polsce, sekretarzem generalnym Białoruskiego Komitetu Olimpijskiego, wicedyrektorem II Igrzysk Europejskich w Mińsku, a ostatnio urzędnikiem Zarządu Sprawami Prezydenta Białorusi.

18 sierpnia 2020 roku Anatol Kotow odszedł ze stanowiska w urzędzie Prezydenta Białorusi w proteście przeciwko bezprzykładnym represjom białoruskich władz, skierowanym wobec obywateli tego kraju, którzy protestowali przeciwko sfałszowaniu ostatnich wyborów prezydenckich.

Ile lat pracował Pan w białoruskiej administracji państwowej?

Można powiedzieć, ze prawie 18 lat. Bo w sumie stanowiska w niepaństwowych organizacjach Komitecie Olimpijskim czy też w Dyrekcji Igrzysk to też realizacja zadań państwa, tyle ze nie zalicza się do stażu. 

I przez te wszystkie lata nie widział Pan, że kolejne białoruskie wybory były fałszowane?

Łatwo się ocenia postawy ludzkie z perspektywy mieszkańca Unii Europejskiej, dla którego standardy demokratyczne są oczywistością. Proszę pamiętać, że jeszcze 30 lat temu mieliśmy Związek Radziecki a takie państwo jak Białoruś nie istniało. Kiedy powstało, to siłą rzeczy nie miało żadnych demokratycznych tradycji. I Białorusini i władze mojego kraju tych procedur się uczyli. Nie wszystko było - szczególnie dla ludzi mojego pokolenia - do zaakceptowania, ale wierzyliśmy, że to jest nasze państwo, w którym jesteśmy gospodarzami, że spełniamy marzenia naszych rodziców i dziadków, którzy marzyli o powrocie Białorusi na mapy świata. Jestem pewien, i to jest do zweryfikowania, że nigdy nie działałem przeciwko Białorusi i Białorusinom. Cała moja dotychczasowa droga życiowa i zawodowa była podporządkowana służbie Ojczyźnie.

Powiem coś mało popularnego, ale naprawdę tak uważam. Każde poprzednie wybory raczej były wygrane przez obecnego Prezydenta. Czyli zawsze dotychczas mógł mieć ponad 50 procent. Nie 80, ale powyżej 50 - tak. Oczywiście sama sytuacja i przepisy nie pozwalały na to, żeby pojawiła się jakaś konkurencja polityczna. Polityki na Białorusi nie było tak naprawdę od połowy lat 90-tych. Pojawiła się, gdy na polu politycznym znów zaistniał najważniejszy gracz, czyli naród Białorusi. Dotąd była władza i opozycja. Naród jednak był bliżej władzy, bo był związany tak zwanym kontraktem socjalnym. Tym razem sytuacja się zmieniła, a tego nikt nie zauważył. Władza zwalczała opozycję, opozycja zachowywała się jak zwykle. Tyle że naród powiedział dość.

Ale przecież jako dyplomata, który wiele lat pracował w Polsce, musiał Pan dostrzegać, że białoruskie standardy nie przystają do standardów demokracji?

Oczywiście, że to dostrzegałem. Wielu ludzi to widziało. Szczególnie dyplomatów, którzy pracowali w państwach Europy Zachodniej. Czy Pan myśli, że myśmy nie chcieli, żeby na Białorusi było tak jak w Europie? Czy Panu się wydaje, że nie chcieliśmy dla Białorusinów standardu życia takiego jaki mają obywatele Unii Europejskiej? Ale jeszcze raz podkreślam. Dla Was to są oczywistości, ale do wolnych wyborów w Polsce też dochodziliście w drodze pewnego procesu a nie rewolucji. Polaków i Białorusinów wiele łączy. Tylko musicie zrozumieć, że mieliście znacznie większe szanse, bo na mapie jesteście bliżej Europy niż my.

Przez wiele lat myślałem, ze może jednak system ulegnie transformacji. Jak mówił minister spraw zagranicznych Białorusi Makiej potrzebujemy czasu na zmiany naturalne, na ewolucję. Ale skoro był rok 2010, rok 2015 i się nie udało i nadeszły wybory 2020 i chyba to o czym mówił Makiej raczej nie jest osiągalne. Z dyplomacji odchodzą po tych wydarzeniach fachowcy. To też znak, że ludzie są rozczarowani wynikiem powolnej transformacji. 

Co Pana skłoniło do rezygnacji z zajmowanego stanowiska? Jaka była przyczyna tej postawy?

To proste. Kocham mój kraj. Wierzę w niepodległą i wolną Białoruś. Nie jestem jako człowiek w stanie zaakceptować działań OMON-u wobec pokojowych demonstracji. To nie jest tak, jak twierdzą władze, że mamy do czynienia z inspirowanymi przez kogoś manifestacjami. Szukano tych inspiratorów wszędzie. W Polsce, Rosji, Ukrainie, krajach bałtyckich, Czechach, Holandii... Chyba głównym podejrzanym pozostaje jak na razie białoruski bloger z Polski, który prowadzi serwis Nexta. To prawdziwy absurd. Warto się przyznać, ze to  jest pierwszy tak autentyczny ruch społeczny w historii mojego kraju. Nie dotyczy on Mińska czy jednej grupy. To jest ogólnonarodowy zryw, w którym ludzie mówią w pokojowy sposób, że tak dalej nie chcą żyć, że chcą zmian i chcą wprowadzenia demokratycznych procedur w życiu społecznym i politycznym. Białorusini porwali się na podmiotowość. Białorusini przestali się bać. Białorusini po prostu chcieliby być gospodarzami w swoim własnym kraju. Nie widzę najmniejszego powodu dla którego marzenia Białorusinów miałyby się nie spełnić. Jedynym inspiratorem tego zrywu jest władza, która nie umiała społeczeństwu pomóc ani w walce z Covidem, ani z kryzysem gospodarczym. Wręcz działała odwrotnie, udając, że tych zjawisk po prostu nie ma.

Białoruś jednak ma dosyć długą granicę z Rosją. Czy wyobraża Pan sobie, żeby bez udziału Moskwy możliwe były jakiekolwiek zmiany w Mińsku?

Nie wyobrażam sobie. A to dlatego, że w polityce poza emocjami społecznymi konieczny jest realizm przywódców, także przywódców opozycji. Geopolityka to nie są słowa, czy teoria. Geopolityka to jest, jak Pan zauważył, przede wszystkim mapa. I tego nie zmienimy. Potrzebujemy dialogu. Rozmowy liderów Unii Europejskiej oraz USA z Rosją. Potrzebujemy pragmatycznego zrozumienia, że wolność może Białorusi zagwarantować tylko i wyłącznie międzynarodowy konsensus. Jestem pełen obaw pod tym względem. Ciągle są możliwe różne scenariusze wydarzeń, ale w tej chwili  mam wrażenie, że górę bierze myślenie o własnej skórze, a nie o przyszłości narodu, któremu przysięgano na Konstytucję. Niestety obawa o własną przyszłość może pchać do rozwiązań, które zmierzają do ograniczenia bądź likwidacji białoruskiej państwowości. Na razie górę biorą krótkofalowe interesy geopolityczne i personalne obawy.

 

Ostatnio edytowane czwartek, 03 wrzesień 2020 21:28
powrót do początku

Parlament Europejski

Grupy parlamentarne

Komisja Europejska

Rada Europejska

Europosłowie